~KHR PBF~
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Shuuhei

Go down 
AutorWiadomość
Shuuhei

avatar

Liczba postów : 3
Join date : 17/12/2012

PisanieTemat: Shuuhei   Wto Gru 18, 2012 5:48 pm

Imię i nazwisko:
Obecnie przedstawia się jako Shuuhei Kisaragi

Wiek:
Około 24

Pochodzenie:
Japonia

Orientacja:
Biseksualny

Zawód:
Strażnik Mgły/prywatny ochroniarz/samozwańczy gigolo

Proponowana ranga:
Mgła.

Wygląd:
Czarne, dość krótkie włosy, które z powodu lenistwa i nie chodzenia do fryzjera są nieco dłuższe niż być powinny i czasem opadają na oczy, odstają w dziwnych miejscach oraz ogólnie zachowują się dość niesfornie. Jednak nie jest to nic, czemu nie mógłby zaradzić grzebień i odrobina wody. Jego oczy są bardzo jasne, niemal srebrzyste, kształtem przypominające migdały. Jest dość wysoki jak na Azjatę, mierzy bowiem niemal 190cm wzrostu. Ogólnie jego budowa, jasna cera, jak i kolor oczu, sugerują spora domieszkę zagranicznej krwi, jest bowiem szczupły, jednak dość dobrze zbudowany. Pod skórą dość wyraźnie rysują mu się mięśnie, nie są one jednak wybitnie wyrzeźbione jak u kulturysty, niemniej są one widoczne.
Co do ubrań preferuje luźne t-shirty z nadrukami (często głupawymi), wymiennie z różnego rodzaju koszulami na guziki, jak i wciąganymi przez głowę. Wychodząc na zewnątrz narzuca na siebie błękitną bluzę z kapturem, bo łatwo się ją czyści z wszędobylskiego pyłu i innych brudzących substancji, na jakie można się przypadkiem (lub i nie) natknąć zarówno w pracy, jak i poza nią. Spodnie, najczęściej o wojskowym kroju z dużą ilością kieszeni, bądź bojówki, przytrzymuje brązowy skórzany pas do którego doczepiane są różnego rodzaju sakwy i pojemniki z różnymi drobiazgami i duperelami. Oprócz tego, jeśli zajdzie taka potrzeba, przyczepia broń do czarnych pasów oplatających plecy.
Nie przepada za strojami wizytowymi i stara się unikać sytuacji, w których musiałby nosić formalne ubiór twierdząc, że go gryzie i ogranicza swobodę ruchów.

Charakter:
W licznym towarzystwie i w wolnym czasie jego zachowanie jest łatwe do przewidzenia. Leniwy, ciężko mu się zabrać do jakiejkolwiek pracy fizycznej nie będącej igraszkami w łóżku, jednak jak już się ruszy to wykonuje swoją pracę szybko, solidnie i sumiennie, przykładając się do niej jak najlepiej. Gwarantuje to bowiem szybko powrót do słodkiego nic nie robienia, jak i robienia rzeczy ciekawszych. Ogólnie lubi towarzystwo, doskonale odnajduje się w grupie. Zapytany jednak, kim jest naprawdę szybko zmieni temat, nie lubiąc opowiadać o sobie czy swojej przeszłości. Typowy epikurejczyk, osoba żyjąca dniem i ciesząca się chwilą, a przynajmniej chce za takiego uchodzić. W rzeczywistości małą wagę przywiązuje do tego kto go otacza, byle nie być zostawionym samemu sobie. Ciężko zdobyć jego prawdziwe zaufanie, jednak jak się to uda to zyskuje się w nim prawdziwego przyjaciela, który pójdzie za tobą w ogień i w wodę. Raczej pewny siebie, czasem aż do granic arogancji. Często udaje głupszego niż jest w rzeczywistości, aby wymusić określoną reakcję u przeciwnika. Zdarza mu się manipulować innymi. Zdarza mu się wtrącać zwroty w obcych językach, zwykle zasłyszane z jakichś filmów.

Umiejętności: Posiada z natury giętkie i elastyczne ciało, któremu przysłużyły się lata ciężkich treningów, czyniąc go niezwykle zwinnym. Opanował w stopniu mistrzowskim kilka sztuk walki wręcz. Pała miłością do broni palnej, która jest jednak nieodwzajemniona, gdyż owa broń w jego rękach zamienia się w narzędzie zgubne w równym stopniu dla użytkownika, jak i dla otoczenia. A mianowicie zacina się, samoistnie wypala, a nawet czasem wybucha. Jeszcze nikomu nie udało się rozstrzygnąć, dlaczego tak się dzieje, istnieją jednak teorie mówiące, że może mieć to związek z jego płomieniem. Przeszedł szkolenie z odporności na ból. Ma niesamowity refleks zarówno jeśli chodzi o reakcje sensoryczno-motoryczne, jak i cięty język. Podstawowa wiedza medyczna. Potrafi zasnąć w każdej sytuacji. Podrywa niemal wszystko co się rusza z różnym skutkiem. Wybiórcza uwaga (znaczy słyszy tylko to, co chce słyszeć, puszczając np. narzekania na swoją osobę mimo uszu). Kamuflaż. Skradanie się i ogólnie ciche poruszanie. Zmysł obserwacji. Podobno zdolny w łóżku (dotychczas nie spotkał nikogo kto by się skarżył, a sporo się tego przewinęło). Twierdzi również, że posiada szósty zmysł, dzięki któremu tak dobrze radzi sobie zarówno w sprawach społecznych, jak i na polu bitwy. A może po prostu głupi ma zawsze szczęście... Ogólnie przeszedł wszechstronne przeszkolenie, jednak czasem ciężko powiedzieć, co, prócz zdolności czysto fizycznych, tak naprawdę zostało w jego łbie.

Broń:
Jego własne ciało stanowi najlepszą broń (pod różnymi względami). Oprócz tego iluzje, iluzje, i jeszcze raz iluzje.

Ekwipunek:
W licznych kieszeniach i sakwach zawsze ma paczkę papierosów, zapalniczkę i paczki z jakimiś drobnymi słodyczami czy gumami do żucia. I kondomy (safe sex kidz)

Historia postaci:
Nie pamięta swoich rodziców. Może był sierotą, może został sprzedany jakuzie czy też oddany dla okupu lub jako gwarant szybkiego spłacenia długów. On sam tego nie pamięta. Od małego wychowywany był w placówce podległej jednej z japońskich rodzin mafijnych, zajmującej się eksperymentalnym treningiem przyszłych „żołnierzy”, gdzie wpojono mu wojskową dyscyplinę, jak i podjęto próby wyprania, a właściwie wybicia z podopiecznych wszystkich ludzkich uczuć i myśli, chcąc stworzyć posłuszne i bezmyślne marionetki. Tak funkcjonował przez pierwsze swoje lata, nie znając innego życia, bez szemrania wykonywał wszelkie rozkazy przełożonych. To w tej szarej, brudnej i brutalnej rzeczywistości odkrył przyjemność, jaką daje obecność drugiego człowieka obok ciebie. Wystarczyła sama obecność, ciepło żyjącej osoby przy boku, a czas zdawał się płynąc nieco szybciej.
Wybitny antytalent do posługiwania się bronią palną i ładunkami wybuchowymi nieraz niemal kosztował go życie, na szczęście udało mu się nadrabiać zadziwiającą gibkością i giętkością. Jednak jego prawdziwy talent ujawniał się spontanicznie i został odkryty dopiero kiedy postanowiono pochwalić się skutecznością prowadzonych „treningów” przed różnymi oddziałami mafii z całego świata. Sprowadzono wszystkie „obiekty eksperymentu” do budynku zaprojektowanego podobnie jak panoptykon Barthes’a, gdzie przez weneckie lustra członkowie mafii mogli obserwować zmagania na śmierć i życie pomiędzy poszczególnymi jednostkami. To tam zdolności chłopaka po raz pierwszy uaktywniły się na szeroką skalę, tworząc niezwykle realistyczne iluzje, które były widzialne jedynie dla jego przeciwnika. Część osób nie miała pojęcia co zaszło, jednak jeden z szybkoreagujących członków chińskiej Triady obeznany z płomieniami zauważył potencjał chłopaka i podjął kroki w celu wykupienia go i włączenia w szeregi chińskiej mafii.
W Chinach czekały go bardziej elitarne szkolenia i kursy, bardziej dostosowane do rozwijania jego mocnych punktów jak i wyszkolenia go w posługiwaniu się płomieniem. Oprócz różnego rodzaju szkoleń bojowych czekała go też nauka języków (w szczególności kilku dialektów chińskiego, angielski i włoski), etykiety i innych umiejętności potrzebnych, by obracać się w najwyższych kręgach. Tak, przeznaczyli go bowiem do służenia elicie.
Po kilku latach intensywnych szkoleń został wcielony do jednostki „bojowej”, gdzie panowały nastroje i reguły zupełnie odmienne od tego, do czego był przyzwyczajony dotychczas To tutaj udało mu się zrozumieć, czym są emocje i powoli zaczął rozwijać swoje zdolności społeczne. Nie szło to najsprawniej, jednak było tu sporo osób chętnych do pomocy. Tutaj przyszły pierwsze poważne misje, pierwsze zetknięcia ze światem zewnętrznym, to tu odebrał też twardą lekcję życia, że nie powinno przywiązywać się do ludzi, a zbawienne ciepło żywego organizmu może w ciągu kilku chwil zostać zastąpione trupim zimnem. Nie radząc sobie z dziwnymi uczuciami, których dotychczas nie doświadczał, postanowił zamknąć je w głęboko w sobie i skupić się na chwili obecnej, gdyż tak było mu łatwiej. Te wydarzenia znacząco wpłynęły na jego postawę wobec świata, kształtując go na człowieka, którym jest obecnie. To w tym oddziale dano mu możliwość wyboru imienia dla siebie, z czego skwapliwie skorzystał. Dotychczas był tylko numerem, tutaj, pomimo równie surowej dyscypliny co w obozie treningowym, musiał zacząć poruszać się wśród ludzi bez wzbudzania podejrzeń, potrzebował więc imienia. Początkowo nie zdawał sobie sprawy z wagi czegoś takiego jak imię, wydawało by się, że jest to część maski, część kamuflażu, który zakłada na misję i porzuca po jej zakończeniu, zmieniał je więc, jak popadnie, co niezbyt podobało się jego towarzyszom, którzy musieli zapamiętywać co rusz nowe miana.
Jednak po pewnym spotkaniu jego mania ze zmianą imienia zniknęła i od dłuższego czasu posługuje się jednym i tym samym.
Parę lat temu został wysłany z powrotem do Japonii w celu pilnowania/służenia dziedzicowi Triad i z tym łączy się poniższa historia.


Ten wyjątkowy oddział Triady nie wydawał mu się zbytnio różnić od tego, w którym przebywał do tej pory. No może zajmują się trochę mniej ciemnymi sprawkami, biorąc pod uwagę zamiłowania pana Faia, jednak to nigdy specjalnie nie ciążyło mu na sumieniu. Ważne było, że pozycja strażnika, którą niedawno udało mu się uzyskać, dawała sporo wolnej ręki, a i płaca była niczego sobie. Nie mówiąc już o sporej dozie wolności, jaką przyszło mu się cieszyć na tym zaszczytnym stanowisku. W sumie nie mógł narzekać, z jego doskonałymi aczkolwiek ograniczonymi do wąskiej specjalizacji umiejętnościami nie mógł chyba trafić lepiej, szczególnie biorąc pod uwagę jego wychowanie, które można było wykorzystać niemal tylko do zadań bojowych. Nie, nie był specjalnie za wojną, walką i rozlewem krwi, wręcz przeciwnie, często rabowało go to z tych wszystkich uroczych istot jakie mógł potencjalnie poznać, a które nie dożyły tego momentu. Jednak on, jako osobnik z tak ograniczonymi zdolnościami i niedawno nabytym lenistwem miał problemy z utrzymaniem się w społeczeństwie w jakikolwiek inny sposób, który nie odnosiłby się do używania zdolności bojowych. Nie mówiąc już, że formalnie nie istniał, jego życie nigdy nie należało do niego samego i wraz z jego duszą należało do Triady.
Tak więc, idąc po najmniejszej linii oporu (nie żeby miał jakieś inne wyjście), bowiem wysiłek to mógł poświęcić tylko i wyłącznie na kolejne podboje, imał się najłatwiejszej dla siebie pracy. Nawet jeśli oznaczało to masakrowanie potencjalnych partnerów i partnerek. Nie, nie będzie miał przez to koszmarów, o wyrzutach sumienia też mógł raczej zapomnieć. To nie w jego stylu martwić się o coś, co nie miało miejsca. Z równą łatwością mógłby zabić muchę. Nie znał ich, nie miał przyjemności poznać, więc nie obchodzili go więcej od rozpłaszczonej właśnie muchy. Jeśli byli ładni to może poświecić minutkę czy dwie na kontemplacje tego czy owego, ale na tym koniec. C’est la vie.
Przemierzając przepastne korytarze posiadłości, swojego nowego pracodawcy, kontemplował jedną prostą sprawę, jaka została mu do załatwienia. Mianowicie –potrzebuje partnera. A on, jak na razie, był solo. Dlatego idąc za sugestią pana Faia postanowił przejść się i poszukać kogoś odpowiedniego. Niedawno przydzielono młodemu dziedzicowi Triady również i innych strażników, maił więc nadzieję natknąć się na jakąś miłą mu duszyczkę, z którą mógłby spędzić trochę czasu, zapoznać się w ten lub inny sposób. Mieli w końcu pracować razem, a w tej pracy liczy się zaufanie. O tak. To wcale nie tak, że nie chciał być sam lub, o zgrozo, żem mu się nudziło! Nie, nie, nie, nie. Dziękuję, idę dalej.
W pewnej chwili jego uwagę przyciągnął ruch w korytarzu. Wiedziony niezawodną intuicją ruszył w tamtą stronę, a jego oczom ukazała się jasnowłosa piękność ubrana na czarno. Wprawdzie odwrócona do niego tyłem, ale już sama smukła sylwetka i niewiarygodnie długie, zadbane włosy sprawiały, że w jego oczach zasługiwała na taką a nie inną metkę. Chłopak zdziwił się nieco, znając bowiem gusta pana Faia nie spodziewał się bowiem kobiet akurat w TEJ części posiadłości, nie przeszkodziło mu to jednak w zbliżeniu się do owej zjawiskowo się zapowiadającej piękności.
Szczególnie, że na takie okazje miał opanowany niezawodny chwyt, który zwracał uwagę i nie pozwalał zapomnieć o jego skromnej osobie jak żaden. Przynajmniej dotychczas cieszył się sporą popularnością u płci przeciwnej, szczególnie, że potrafił on z niego wybrnąć w osobiście mistrzowskim stylu, co kończyło się najczęściej wycieczką do pościelowej krainy.
Tak więc cichutko skradł się w pobliże owej nimfy, co, biorąc pod uwagę jego umiejętności w tej dziedzinie i miękki dywan na posadzce, nie nastręczyło mu zbytnich trudności, po czym objął od tyłu długowłosą postać, celując dłońmi w dwie wypukłości, które powinny być dokładnie... dokładnie...
- EJ! – owe zjawisko zareagowało z prędkością atakującej kobry, (wykazując się przy tym liczba decybeli porównywalną z przeciętna syrena alarmową) a mianowicie obróciło się, jednocześnie wykonując zamach i bez skrupułów posyłając łokieć prosto w twarz zaskoczonego bruneta.
- Co ty sobie niby wyobrażasz?! – zawarczało niewiele ciszej, natychmiast odsuwając się krok do tyłu.
Szok spowodowany brakiem oczekiwanego znaleziska na klatce piersiowej jego boginki poruszył go do tego stopnia, że nie zdążył uniknąć zadanego bardzo szybko i odruchowo ciosu, który trafił go prosto w szczękę, malowniczo rozpłaszczając go na posadzce. Dopiero po chwili dotarło do niego, co do niego powiedziano, a właściwie wywrzeszczano. Nie zbiło go to jednak zbytnio z pantałyku, postanowił więc brnąć dalej w doskonale znaną grę.
- Rozumiem, że nie zaczęliśmy zbyt dobrze, jednak no hard feelings, ok? - uśmiechnął się przepraszająco, siląc się na lekki ton wypowiedzi. Zebrał się z podłogi, masując bolącą szczękę rozmyślając, jak dobrze poprowadzić konwersację.
-Kisaragi Shuuhei. Od dziś w funkcji strażnika pana Faia. A ty? – zapytał przyjaźnie, wyciągając rękę na powitanie. Podane imię wymyślił na poczekaniu refleksyjnie zlepiając dwa ostatnio zasłyszane nazwo-podobne słowa.
Gdyby spojrzenie mogło zabijać, to wzrok blondyna osiągałby w tej chwili efekty podobne do - powiedzmy - bomby atomowej; mniej więcej podobna śmiertelność wśród ofiar... Mimo to w jego oczach widoczna była nie tylko złość, ale i wyraźna podejrzliwość - zwłaszcza w chwili, gdy wbił spojrzenie w wysuniętą ku sobie dłoń. Przez kilka sekund milczał.
-Naoya. Czego ode mnie chcesz?- gdy tym razem przemówił, jego głos zabrzmiał już ciszej i spokojniej, choć wciąż sprawiał wrażenie, jak gdyby było to z jego strony jedynie wymuszone opanowanie.
Chłopak od tej pory samozwańczo zwany Shuuhei’em stał jeszcze przez chwile jak ten głupek, z wyciągniętą przed siebie dłonią i bananem na twarzy, po czym zreflektował się i uniósł wyciągniętą dłoń by podrapać się po karku i zmierzwić włosy z tyłu głowy. Ot taki odruch, pomagający w myśleniu i dający kilka chwil na rewizję strategii.
Naoya. Mimo iż w Japonii pełno było imion mogących służyć obu płciom, akurat imię Naoya było wybitnie męskie. Wprawdzie mógł to być jeszcze pseudonim... Tak, Shuuhei nie lubił przyznawać się do błędu i tylko tworzył argumenty, które potwierdzałyby jego pierwotne przemyślenia. Mimo wszystko trudno mu było uwierzyć, że stoi przed nim mężczyzna. Wprawdzie był dość wysokim jak na Azjatę, jednak do Shuuhei’owego 189,5cm trochę mu brakowało. Do tego ta smukła sylwetka, w odpowiednich miejscach opięta ciemną tkaniną w innych puszczona luźno, pozwalająca tylko domyślać się kształtu, jaki skrywa pod sobą materiał, nie mówiąc już o nieziemskich włosach. Sprawiało to dość androgeniczne wrażenie, skutecznie konfundując jego naturalne instynkty. W sumie żadna opcja nie była mu obca i nie przeszkadzała, jednak wolał wiedzieć gdzie stoi, jeśli przyszło co do czego.
- Nie no. Serio? Jesteś za ładny jak na faceta. Bez urazy oczywiście. – zamachał przed sobą otwartymi dłońmi w geście, że nie miał na myśli nic złego. Czuł, że trafił na nieufnie choleryczną osobę, a przy takich trzeba było się spowiadać z każdego najmniejszego żartu. Najlepiej było w cale nie żartować, jednak powstrzymywanie się nie leżało w naturze Shuuhei’a.
Jego wzrok przyciągnął w tej chwili bronie przytroczony do pasa Naoyi. Biorąc pod uwagę pewność, z jaką się porusza, jego szybkość jak i precyzję ruchów najpewniej było założyć, że walczy w zwarciu. Dodatkowo pierścień na palcu mocno sugerował przynależność do wyższych rangom członków zespołu. Biorąc pod uwagę wymagania Traidy i potrzebę, by w miarę możliwości wszyscy członkowie pracowali w zespołach’, równie dobrze mógł się skumać z kimś, kogo umiejętności będą uzupełniały jego własne. Idąc więc za ciosem...
- Nie chciałbyś zostać moim partnerem? – wypalił prosto z mostu. Tak, miał tendencje do mówienia tylko konkluzji swoich przemyśleń, co prowadziło do różnych dziwnych sytuacji. Nie poprawiał tego fakt, że miał on tendencję do bawienia się słowami, szczególnie wieloznacznymi, ciężko więc było powiedzieć, kiedy robił to przypadkiem, a kiedy był to zabieg celowy.
Od momentu, gdy tylko Shuuhei zaczął mówić, pięści białowłosego zaciskały się coraz mocniej, a brew drgała nieznacznie. Wszystko to wskazywało wyraźnie, że mężczyźnie daleko było do uspokojenia się, a każde kolejne słowo opuszczające usta Shuuheia pogarszało tylko sytuację. Nie, żeby on to dostrzegał, po prostu dalej brnął przed siebie, mimo pogardliwego prychnięcia po słowie ‘ładny’ i trudnego zmarszczeniu czoła, kiedy padla propozycja współpracy.
-Z jakiej racji?- spytał Naoya, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
Shuuhei zamrugał, zdziwiony dość agresywnie niechętną postawą, prezentowaną przez jasnowłosego, jednak nie pozwolił, by takie drobne szczegóły zbiły go z raz wyznaczonego toku postępowania.
- Też jesteś strażnikiem, nie? Zasady są takie, że pracuje się w parach. Z tego, że nie zaprzeczyłeś wnioskuję, że też jeszcze nie masz nikogo, więc... – tu wzruszył ramionami i uśmiechnął się. – Jestem kiepski w zwarciu, preferuję walkę na dystans. – przemilczał tu swoje doskonałe zdolności do walki bez broni, gdyż ta wiedza nie była w tym momencie potrzebna Naoyi do szczęścia- Ty natomiast udowodniłeś coś wprost przeciwnego – tu potarł obolałą szczękę. – Pomyślałem więc, że może wyjść z tego niezłe combo. A na pewno ułatwi nam to pracę. – dodał, po chwili namysłu.
Naoya nie odpowiedział od razu; sprawiał wrażenie, jak gdyby poddawał sytuację analizie, jednocześnie przesuwając uważnym - i bez wątpienia krytycznym - wzrokiem po ciele Shuuheia.
-To prawda...- przyznał ostrożnie, choć trudno było ocenić, czy odnosi się do całej wypowiedzi mężczyzny, czy tylko do jakiejś jej części. Wreszcie obrócił głowę na bok, wbijając spojrzenie w jakiś bliżej nieokreślony punkt.
-Jeśli chce ci się to załatwiać, to niech będzie... Ale następnym razem, gdy spróbujesz mnie tak zmacać, twoje wnętrzności ujrzą światło dzienne- oznajmił.
- Spoko, twoja klata może czuć się bezpieczna – rzucił z uśmiechem. Tak, tyle to mógł obiecać, jednak cały czas miał pewne wątpliwości co do płci swojego ‘partnera’. Wszak klepanie po klacie stanowi normę, przynajmniej w kręgach, których się obracał. Faceci też zwykle nie byli tak przewrażliwieni na punkcie dotyku, chyba, że mieli ku temu jakieś powody.
Teraz pozostawała tylko jedna niewyjaśniona tajemnica, co do której Shuuhei czuł potrzebę posiadania 100% pewności. Przechodząc więc obok swojego nowego partnera zwinnym ruchem położył rękę na kroczy Naoyi i delikatnie ścisnął. Teraz nie mogło być już żadnych wątpliwości.
- A jednak... – nie zdążył dokończyć, gdyż nagle zapadła ciemność.

Ocknął się w nieznanym sobie pomieszczeniu na kanapie, jak zwykle za krótkiej jak na jego ciało. Przy tym leżał w dość niewygodnej pozycji, jakby został bezceremonialnie rzucony na ową w miarę miękką powierzchnię niczym worek ziemniaków. Nie wiedział do końca, jak się tu znalazł i jak długo był nieprzytomny, jednak podziwiał kunszt mężczyzny, który doprowadził go do takiego stanu. Wierzył w swoje możliwości, przewidywał ten atak, jednak szybkość i precyzja wykonania całkiem go zaskoczyły. Jako były oficer elitarnego oddziału widział już wiele, jednak rzadko spotykał osoby, które były w stanie tak pięknie go urządzić.
Nie ma co, Naoya był niezwykle interesująca osobą, i już on dołoży wszelkich starań, by ta znajomość za szybko się nie skończyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fai
Admin
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 14/12/2012
Age : 27

PisanieTemat: Re: Shuuhei   Sro Gru 19, 2012 11:41 am

Oczywiście akcept~

_________________
And when I grasped for life,
I always killed the things for which I yearned...
I wish to be a flame and reduce to ashes,
But I have never burned!
I long to fly in total freedom
And yet these chains keep dragging me down;
I want to be an angel or the devil himself,
But I am nothing, but a creature longing for things I can’t have...

***

[You must be registered and logged in to see this link.] [You must be registered and logged in to see this link.] [You must be registered and logged in to see this link.] [You must be registered and logged in to see this link.] [You must be registered and logged in to see this link.] [You must be registered and logged in to see this link.] [You must be registered and logged in to see this link.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
 
Shuuhei
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Katekyo Hitman Reborn! :: Sprawy organizacyjne :: Karty postaci-
Skocz do: